O autorze
Sekretarz ds. gospodarki i przedsiębiorczości Nowoczesnej i wiceprzewodnicząca struktur mazowieckich partii.

Doktor nauk ekonomicznych. Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Specjalizuje się w zakresie strukturalnych czynników determinujących rozwój gospodarczy, antycyklicznej polityce gospodarczej oraz zagadnień dotyczących cyklu koniunkturalnego.

Obecnie wykładowca na Wydziale Nauk Ekonomicznych i Prawnych Uniwersytetu Technologiczno – Humanistycznego w Radomiu. Koordynatorka programu Erasmus+, organizatorka konferencji międzynarodowych oraz członkini rad naukowych International Conference on Applied Business and Economics i European Research Studies Journal.

Prowadzi wykłady w ośrodkach akademickich w Wielkiej Brytanii, Grecji i we Włoszech, a swoje doświadczenia zawodowe zdobywała również w instytucjach finansowych w Stanach Zjednoczonych.

Ale to już było...

Polska gospodarka ma się podobno dobrze. Trudno polemizować z danymi makroekonomicznymi, czy podnoszeniem prognoz wzrostu PKB przez agencje ratingowe. Trudno polemizować również z tym, że obecnie znajdujemy się we wzrostowej fazie cyklu koniunkturalnego i naprawdę trzeba się bardzo postarać, żeby to zepsuć. Można oczywiście zarzucać ekipie rządzącej demagogię, luźną interpretacje danych, czy wręcz kreatywność, ale płaca minimalna została podniesiona, inflacji nie ma, a bezrobocie maleje; 500 plus jest wypłacane, a deficyt budżetowy jest poniżej wartości referencyjnej: 3% w relacji do PKB. Pozostają pewne niewygodne kwestie dla pana Morawieckiego, które przeszkadzały mu jak był doradcą Tuska, a dzisiaj zdaje się ich nie widzieć, czy wręcz lekceważyć. To fakt, że wzrost napędzany jest konsumpcją, przy mizernej dynamice inwestycji prywatnych (szumnie politycy PIS ogłaszają, że z kopyta ruszyły inwestycje samorządów, ale! Trzeba pamiętać o efekcie bazy: w 2016 r. spadły o 16%). To również koszty niższego wieku emerytalnego, konflikt z Komisja Europejską w sprawie praworządności, czy z Niemcami w sprawie reparacji.
Dla rządu i większości społeczeństwa liczy się tu i teraz: taka jest natura ludzka i poczucie Kaczyńskiego, że to przecież nie on będzie sprzątał bałagan, którego jest autorem. I w takich właśnie okolicznościach nadchodzi on: przewodniczący Schetyna ze swoim programem gospodarczym. To dobrze. Ostatecznie lepiej późno niż wcale, wszak ostro on i jego ugrupowanie byli krytykowani za brak wizji i programu. Dając do zrozumienia, że to jedyna szansa na dobrobyt i progres cywilizacyjny, przedstawia swoje magiczne punkty programowe:
- zwolnienie wynagrodzenia emerytów i ludzi do 25 roku życia ze wszelkich składek, oprócz zdrowotnej,
- zwolnienie emerytów z płacenia podatku dochodowego,
- zwolnienia do 25 roku życia ze wszystkich składek oprócz NFZ, ludzi, którzy decydują się na własną działalność gospodarczą
- VAT na żywność na poziomie 5%
- i tradycyjnie, uproszczenie podatków, ograniczenie biurokracji i powstrzymanie inflacji przepisów prawnych.
Realizacja wizjonerskiego programu PO ma aktywizować zawodowo emerytów i ludzi młodych, pobudzać przedsiębiorczość, słowem: zapewnić ogólny dobrobyt.
Można zakładać, że PO nie ma szans w wyścigu z PISem na populizm. A jednak: Schetyna nie poddaje się. Koszty postulatów, zaproponowanych przez PO to ok. 11 mld rocznie. Oczywiście nie podjęto wysiłku, żeby wskazać źródła finansowania, czyli komu zabrać, żeby wygospodarować te 11 mld. Ale chyba ważniejsze jest to, że liderzy tej partii niejednokrotnie wyrażali troskę o finanse publiczne. W tym wyścigu z PISem, PO totalnie się zatraciła: chce dać więcej, również 500 zł na pierwsze dziecko. Idźmy dalej: młody człowiek skończy w końcu te mityczne 25 lat (czemu nie 24 lub 26?) i co wtedy? Jako przedsiębiorca będzie musiał płacić zamiast 300 zł – 1200 zł, a jako pracownik najprawdopodobniej straci pracę. Może na system ubezpieczeń społecznych warto spojrzeć bardziej holistycznie, podjąć działania w celu ogólnego obniżenia klina pozapłacowego? Może czas pomyśleć nad tym, aby stworzyć jeden system ubezpieczeń społecznych?
I jeszcze jedno: jaka jest logika w tym, żeby emeryt płacił podwójnie składkę zdrowotną? Może wynika z przekonania polityków PO, że ludzie na emeryturze chorują dwa razy częściej. Niestety nie ma tu takiej prostej zależności, warto więc, aby politycy Platformy podali uzasadnienie podwójnego oskładkowania emerytów.
Czytając najświeższy program gospodarczy PO, na usta cisną się słowa popularnej piosenki: „Ale to już było i nie wróci więcej”. W 2007 r. Tusk obiecywał niskie i proste podatki (3x15%), obniżenie pozapłacowych kosztów pracy, promocję przedsiębiorczości, efektywności i pracowitości, itd. Przez 8 lat ekipie PO-PSL niewiele z tych obietnic udało się zrealizować. Okres kryzysu nie może być uniwersalnym usprawiedliwieniem choćby w kontekście zmniejszania biurokracji, czy uszczelniania poboru VAT.
Trudno zakładać scenariusz, że wyborcy nabiorą się po raz kolejny na ten sam program.
Trwa ładowanie komentarzy...